piątek, 6 lutego 2015

to był naprawdę zwykły, mały jogurt naturalny

Wyciągam łyżeczkę obklejoną okruchami spod kanapy, ściągam z niej poprzyklejane włosy, płuczę i podaję, aby mógł dalej jeść jogurt. 
wycieram jogurt z podłogi mokrymi chusteczkami ( nie chce mi się iść po ścierkę), wyrzucam je do kosza.
O! nie ma worka ( mój mąż zawsze rano wynosi śmieci i nigdy nie wkłada nowego, a ja zawsze rano wyrzucam śmieci nie patrząc czy jest tam worek, jeśli kiedyś zdarzy się, że on włoży tam ten worek, albo ja najpierw spojrzę zanim wyrzucę, to świat się skończy), wyciągam i wkładam nowy. 
wracam do pokoju i widzę tę zarazę całą w jogurcie pośród powyciąganych mokrych chusteczek na środku podłogi. 
Nosz Qźwa, przecież nie było mnie jakieś 30 sekund.

zostały 3 ciasteczka, takie z kaszy jaglanej, piekłam przedprzedwczoraj, przedwczoraj i wczoraj, pewnie upiekę i dziś  bo im smakują, a najbardziej świeże.

jedno JA, drugie MAMA, trzecie TATA i znowu Go kocham :)

resztę jogurtu postanowił zjeść ręką. 
wycieram jogurt ze stolika i czyszczę przy okazji krechy z mazaków. 
O! na podłodze też są rysunki.
klocek w stopie Au, Au, Au. siadam.

staje przede mą jak Jezus z rozpostartymi ramionami, chce żebym zdjęła mu bluzkę, bo ta cała w jogurcie, potem wyciera buzię mokrą chusteczką, on siam, i tą brudną chusteczkę kładzie na kanapie i przyklepuje rączką. wracam z czystą bluzką, ale on chce tą z piepie, która jest w praniu, ale on chce.....
chodzi bez bluzki i płacze.
brudną zanoszę do prania. nie ma mnie 10 sek., wracam a na stoliku znowu malowidło i ta kanapa w jogurcie. 
Nosz Qźwa! i tak codziennie, przez cały dzień, od 7 dni....
wywalam ten jogurt do śmieci!!!
młody miał jakiegoś mini rota wirusa, albo 3-dniówkę. od kilku dni czuje się już dobrze, ale jeszcze trzymam go w domu. przyznam, że przez te kilka dni miałam przesrane ;) 
Kocham tego dzieciaka, ale na miłość boską od 7 dni jestem z nim 24 h na dobę, jestem z nim non stop!
żyć mi się czasem odechciewa, a jak pomyślę sobie, że jeszcze jedno siedzi u mnie w brzuchu, to stukam się w czoło. 
czy ja jestem normalna?
miałam ciężki tydzień, ciężką noc (całą spał z nami, wiercił się, kopał, spychał), ciężki poranek, wyjątkowo mam już dzisiaj dość.

on nie chce tych spodni, mam mu zdjąć.

siada w samym pampersie na kanapie i żąda minimini: mama, mama, mama minimini, ja ciem, mama, mama i wciska mi pilot w policzek, żeby mu włączyć.

- synku ja Cię słyszę, tylko chwilowo ignoruję.....

jeździ na świni, o teraz ja też muszę na niej jeździć....

idę zrobić siku, myję ręce i widzę mojego syna całego w jogurcie, WTF? 
patrzę na kosz na śmieci - otwarty....

ale jak? to był naprawdę zwykły, mały jogurt naturalny.

to było jakieś 10 minut z mojego życia, się dzieje co? 

miłego dnia, pozdrawiam :)


4 komentarze:

  1. Hahaaa... :) Cudna historia- założę się, że tylko z mojego punktu widzenia "czytacza" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to podsumował mój mąż " no co? chyba dzień jak co dzień nie?" :/
      na pewno kiedyś też się pośmieje :)

      Usuń
  2. jakbym widziała swój dzień..na dodatek tak się zdarzyło,że też będe za chwilę znowu mamą i zastanawiam się czy kiedykolwiek odstawię na bok odkurzacz,mopa albo wyjdę z kuchni która co chwilę wygląda jakby przeszedł tam tajfun...gdzie tu czuć się kobietą i nie zwariować :)
    ps. poproszę przepis na ciasteczka jaglane :) i trzymaj się dzielnie - jest nas więcej niż Ci się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, dzięki :) ciasteczka jaglane wkrótce się pojawią :)

      Usuń