środa, 7 stycznia 2015

Nie cierpię gdy...


Nie cierpię, gdy "uprzejmi" ludzie pilnują mojego dziecka...
W tej około-świątecznej atmosferze zdarzyło mi się kilka razy udać na zakupy z młodym. 

On jak tylko wypuścić go z wózka zachowuje się jak dziki, biegnie nie patrzy gdzie, krzyczy, macha rękami, no dzikus....
Wołanie i ganianie go przynosi dokładnie odwrotny skutek, bo wtedy to jeszcze lepsza zabawa, a na pytanie czy mnie słyszy odpowiada: 
- neeeeeee...
Staję wtedy w miejscu lub idę jego śladem ciągle mając go w zasięgu wzroku, bliżej lub dalej....poza tym jestem pewna, że jeśli ktoś by go zabrał, to bardzo szybko oddałby go z powrotem ;-) 
nawet nie zdawałam sobie sprawy ilu jest życzliwych ludzi, którzy złapią moje dziecko za rękę, kaptur lub inne części garderoby, ganiają i pytają "gdzie mama?', albo krzyczą "czyje to dziecko....?" w trosce o nie.
I o ile zainteresowanie wolnobiegającym dzieckiem jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe i pochwalane to już uwagi w stylu "dzieci trzeba pilnować" nie bardzo....
Jedna pani zabroniła młodemu wyjść spod wiaty przystanku do tego stopnia, że pociągnęła go za kurtkę i usiadł pupą w kałużę, pominę fakt, że ja - rodzicielka tegoż dziecka siedziałam pod tą wiata i miałam go w zasięgu ręki... - bardzo opiekuńcza, ale niech przelewa tą opiekuńczość na swoje dzieci i wnuki a nie czyjeś....
W mokrych spodniach wsiedliśmy do autobusu, straszny tłok, dlatego tak rzadko nimi jeździmy, młody trochę przerażony i z mokrą pupą szybko zaczął marudzić, więc ja szybko za telefon, aplikacja you tube - tomek i przyjaciele, bo wiem, że to go zainteresuje. A tu jakaś pani z za moich pleców, podpierając się o mnie zaczyna zagadywać młodego, że nie wolno tak marudzić itp itd., do tego zaczepia jakieś nastolatki i każe im zabawiać młodego. No ludzie poczułam się jakbym ja - matka nie potrafiła uspokoić swojego dziecka. Ja rozumiem gdyby trwało to kilkanaście minut, ale nie sekund! i co? młody dostał telefon i nie było dzieciaka.
Ponieważ ostatnio był wyjątkowo ciekawy wszystkich sklepowych półek w naszym pobliskim sklepie typu Lidl i moje zakupy gdybym miała ciągle za nim chodzić i prosić trwałyby 3 godziny, to poinformowałam go, że ja idę do kasy i poszłam....wyjmowałam zakupy na taśmę i oglądałam się na niego, ale nagle zniknął, no to ruszyłam na poszukiwania, przebiegłam cały sklep (dobrze, że kolejka do kasy długa, bo trwało to z 5 minut), co kilka sekund słyszałam gdzieś jego głos, jak krzyczy: mama, mama.....ale nie mogłam go namierzyć, w jego głosie nie było też przerażania, tylko mnie wołał... wreszcie zrezygnowana dostrzegłam go po drugiej stronie kas, przechadzał się na paluszkach, wyciągając szyję i wołał mnie.
No tak, oczywiste, przecież ja wyraźnie powiedziałam, że idę do kasy. Kiedy mnie zobaczył przybiegł i tłumaczył mi : 
 - mama ma, e ma - że mnie nie ma....
zapytałam czy się bał, że mnie nie ma, a on:
- neeeee O_O

ręce mi już opadają.....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz