środa, 30 lipca 2014

Ahoj przygodo!



szybki, spontaniczny, kilkudniowy wypad do Sopotu w kilku słowach:

wyruszyliśmy w nocy, młody obudził się dopiero w Gdańsku, tam też spędziliśmy poranek i zjedliśmy pyszne śniadanie, aby w porze obiadowej ruszyć docelowo do Sopotu. 



Mamy ogromny sentyment do tego miasta, do tych knajp, tawern, dlatego na nasze kilkudniowe wakacje wybraliśmy to miejsce. Gdybyśmy wyjeżdżali gdzieś na dwa tygodnie wybralibyśmy spokojne, ciche, rodzinne miejsce, ale my te kilka dni chcieliśmy spędzić intensywnie, wyrwać z nich ile tylko się da :) 
z rzeczy, które zapamiętamy, to :
  • nasz "apartament", który okazał się majstersztykiem sztuki fotografowania, na zdjęciach przestronny, z dużym telewizorem, aneksem kuchennym, w rzeczywistości okazał sie kawalerką o wymiarach dwa na dwa, telewizorem chyba 15 cali, a w aneksie kuchennym ja - 160 cm. wzrostu miałam problem cokolwiek zrobić, bo musiałam się schylać, wyginać i wciągać brzuch ;) no ale rezerwowaliśmy to co zostało, więc już nie narzekamy, ważne, że w samym Centrum i wszędzie blisko.
  • poszukiwania zagubionego Gucia, czyli buta Kosty, kiedy zorientowaliśmy się, że go nie ma, wróciliśmy tą samą drogą 2 razy i nic :( a przecież minęło zaledwie kilka minut, po co komu jeden dziecięcy bucik i to jeszcze lewy ....byliśmy na siebie wściekli, że zagadaliśmy się zamiast patrzeć na dziecko, jak mogliśmy nie zauważyć, że go ściąga? kiedy już straciliśmy nadzieję drugi raz dochodząc do miejsca, w którym zorientowaliśmy się, że buta brak, mąż zajrzał do śmietnika i naszym oczom ukazał się on, nasz lewy Gucio, uff, co za ulga....poszliśmy świętować i wydać zaoszczędzone pieniądze :)
  • wypadek Kostka, zarył twarzą w leżak, krew się polała, a wędzidełko wargi górnej zostało naderwane, rokowania są jednak optymistyczne, będzie żył....zawsze myślałam, że to mój mąż będzie ostoją spokoju i rozsądku w takich sytuacjach, niestety okazało się, że to ja zachowuję zimną krew :)
  • piękną pogodę, czyste niebo i ciepłą wodę pomimo mało zachęcających prognoz pogodowych
  • pyszną mrożoną mokkę
  • przerażająco małą ilość spożytego alkoholu
  • pobudki przed 7 rano, w następstwie czego ok. godz. 9 byliśmy już na plaży, my i śpiące niedobitki z nocnych imprez 

O!tutaj właśnie grająco - śpiewająca grupa chłopaków z Malborka, niedobitki z nocnych imprez, grają "czerwony jak cegła" a mój syn buja się w rytm muzyki.....

najlepsze plażowe hasło marketingowe: mężu, mężu nie bądź głupi, niech Ci żona piwo kupi!

 iwulka

2 komentarze:

  1. Fajna przygoda z Guciem :), przykra z wędzidełkiem :( Mam nadzieję, że Kostuś tak bardzo nie cierpiał... Milo zobaczyć jeszcze raz Gdańsk na Twoich zdjęciach, my też byliśmy tam jakieś dwa tygodnie temu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kostek płakał kilka sekund, przytulił się i zasnął, po godzinie snu wstał i zjadł obiad jakby nigdy nic, więc chyba bardziej się przestraszył :) zresztą mam obawy co do jego ogólnego odczuwania bólu ;/ uwielbiam trójmiasto i morze, ach......

      Usuń