piątek, 25 kwietnia 2014

poradników nie czytam

Kiedy zauważyłam, jak moje koleżanki wymieniają się podręcznikami na temat wychowywania dzieci zastanowiłam się....
OMG, ja ani jednego nie przeczytałam, ba nawet nie przejrzałam, a co najgorsze nawet o tym nie pomyślałam. Moja pierwsza myśl - jestem złą matką, co ja najlepszego zrobiłam, może da się to jeszcze naprawić, przecież jest jeszcze mały....co jest ze mną nie tak? Dlaczego ja na to nie wpadłam? Dlaczego nie miałam nawet takiej potrzeby....?
Zapytałam więc dlaczego czytają te poradniki i jak one im pomagają? Czy życie po ich przeczytaniu jest prostsze? Czy dziecko nagle przestaje jęczeć płakać i staje się aniołem....?
Jedna z nich w odpowiedzi zapytała mnie, czy jestem zadowolona z tego jak ja zostałam wychowana?
No chwilę się zastanowiłam oczywiście, ale w sumie powiedziałam że tak. Jasne, nie wszystko rodzice robili idealnie, ale generalnie powielam ich sposób wychowania. Staram się wychowywać Kostka instynktownie, tak jak mi się wydaje najlepiej....
  - no widzisz u mnie w domu dzieci i ryby głosu nie miały i tak jest do dziś,
  - a u mnie karę (lanie) dostawało się nawet dzień później, bo teraz nie było czasu i tak człowiek czekał na ten pasek....

Acha.

Ja też dostawałam lanie, nie powiem, chociaż sama jestem oczywiście przeciwna tej metodzie, to jakoś specjalnie mnie to nie skrzywdziło, ani nie odebrało mi godności. Rodzice obdarzyli mnie w zamian ogromnym zaufaniem, czasem myślę sobie teraz że zbyt dużym, ale pomimo wszystkich głupot jakie w życiu popełniłam, to były to na szczęście  tylko głupoty.  To zaufanie nauczyło mnie odpowiedzialności, lojalności, konsekwencji i wielu innych wartości... Jestem dumna z tego jakim człowiekiem dzisiaj jestem i podręczników czytać nie będę. Mam nadzieję, że dostanę kiedyś taki prezent od życia, że mój Kosti powie to samo co ja dzisiaj.

Takie rozkimnki na spacerze :)

iwulka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz